Witaj czytelniku!     Rejestracja    Zaloguj

Bartosz Ulka

STRONA AUTORSKA

Strona głównaW mediachNapisz recenzjęZadaj pytaniePoczytaj

Test drugiej książki...

02-07-2010, 19:15:05

...Podobno istnieje coś takiego i polega na podjęciu przez autora próby napisania kolejnej książki, po mniej lub bardziej udanym debiucie.
Swoją drugą powieść pt. "Perła Europy. Upadek" zapowiedziałem już w zeszłym roku z momentem pojawienia się w księgarniach pierwszej, debiutanckiej powieści i słowa dotrzymuję. Nowa powieść jest już na ukończeniu i zgodnie z ustaleniami z Wydawcą, ukaże się w księgarniach około połowy września.
Dlaczego traktuję ją jako swoisty test, czy sprawdzian? Ponieważ po wydaniu pierwszej powieści wielu Czytelników, którym jestem za to wdzięczny, podzieliło się swoimi odczuciami, wrażeniami oraz opiniami o niej. Były to dla mnie z jednej strony niezwykle cenne wskazówki, dzięki którym starałem się uniknąć błędów nowicjusza z pierwszej powieści, ale także zachęta do nie poprzestawania na jednej powieści.
Czy jednak przejdę ten test z pozytywną oceną? Czy w ogóle zdam ten trudny egzamin? Myślę, że zdecydujecie o tym Wy, moi czytelnicy.
Książka jest kontynuacją losów bohaterów "Perły Europy". Mimo to, może ją przeczytać każdy, kto nie czytał mojej pierwszej powieści, gdyż postaci i wydarzenia są skonstruowane tak, by w zupełnie wystarczającym stopniu wprowadzić czytelnika w fabułę, bez konieczności sięgania do poprzedniej pozycji.
Wydaje mi się, że akcja książki jest bardziej wartka i płynna od pierwszej, choćby dlatego, że dzieje się w wyjątkowym czasie - okresie II wojny światowej. Starałem się również unikać tym razem typowej regionalności, a więc znacznie mniej opisów miasta, choć miasto pozostało drugoplanowym bohaterem.
Wybrane fragmenty powieści można znaleźć w zakładce "Poczytaj".

Wodowanie "Tannenberga" - Nie było sabotażu?

30-03-2010, 15:26:22

Kontrowersyjną sprawę nieudanego wodowania motorwca "Tannenberg" wydaje się wyjaśniać ostatecznie w swojej książce pt. "Hans Journal" amerykański pisarz, z pochodzenia Niemiec Hans H. Saltzwedel, mieszkający przed i w czasie IIWW w Stettinie.
Pisze on, że jego dziadek był przewodniczącym rady nadzorczej stoczni Oderwerke i zabrał go ze sobą na uroczystość wodowania jednostki. Miał przyjemność obserwować wszystko z trybuny honorowej. Pisze on, że jednostka nie została zwodowana w tym dniu, ze względu na zmarznięty smar, pokrywający tory pochylni. Wyklucza on też, by podejrzenia nazistów mówiące o sabotażu, były prawdziwe.
Książkę Saltzwedela szczerze polecam wszystkim zainteresowanym i miłośnikom dawnego Stettina.

Czy wiesz, że... Fakty historyczne w "Perle Europy"

10-12-2009, 13:50:03

Ponieważ biorę sobie do serca różnego typu uwagi i wskazówki, tym razem skorzystam z rady Romana Czejarka, który wskazuje na przemieszanie w mojej powieści faktów z fikcją. Zwraca on uwagę, że czytelnik nie wie, co faktem jest, a co nie jest. Rzeczywiście w powieści „Perła Europy” znajduje się kilka autentycznych i moim zdaniem ciekawych wydarzeń, które miały miejsce w przedwojennym Szczecinie. Nie są one co prawda perfekcyjnie odzwierciedlone w fabule, nie mniej czas i miejsce są adekwatne. Poniżej chciałbym więc wymienić istotniejsze wydarzenia z książki, które miały miejsce w rzeczywistości:

Ucieczka dwóch działaczy zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Niemiec Hermanna Materna i Friedricha Wetzela z więzienia w Altdamm (Dąbie) w dniu 17 września 1934 roku.
W rzeczywistości ucieczka wyglądała znacznie mniej dramatycznie i nie uczestniczył w niej fikcyjny bohater mojej powieści (celowo nie wymieniam). Za to brali w niej udział jeszcze dwaj inni działacze KPD. Ponieważ ucieczka w rzeczywistości opóźniła się, pierwotny plan wyjazdu pociągiem do Berlina legł w gruzach. Dwóch uciekinierów udało się pieszo na dworzec w Finkenwalde (Zdroje) aby tam przeczekać do rana, a dwaj pozostali po prostu dotarli do najbliższego przystanku tramwajowego i... pojechali tramwajem do centrum Stettina.
W książce jednak ucieczka nieco się komplikuje...

Wodowanie motorowca „Tannenberg” dnia 16 marca 1935 roku.
Wokół tego wodowania do dziś krąży wiele nie wyjaśnionych kontrowersji. Nie piszę celowo jakich, gdyż nie chcę zdradzać fabuły książki. Przyjąłem jedną z krążących na ten temat wersji zdarzeń i uczyniłem istotnym wątkiem drugiej części powieści.
Jakie były powody zaskakujących zdarzeń tego dnia w stoczni Oderwerke? Można dowiedzieć się czytając "Perłę".

Wizyta Adolfa Hitlera w Stettinie 12 czerwca 1938 roku i wręczenie mu honorowego obywatelstwa miasta przez nadburmistrza Fabera.
Obywatelstwo to nadane zostało mu już w 1933 roku. Na Tarasach Hakena (Wały Chrobrego) odbyła się tego dnia faktycznie w jego obecności uroczysta defilada formacji wojskowych. Hitler też rzeczywiście obserwował w towarzystwie dygnitarzy i obstawy przemarsz przy Dampschiffs-Bollwerk.
Czy była to dobra okazja do dokonania zamachu na jego osobę? Pozostawiam to pytanie Czytelnikowi.

Powstanie obozów koncentracyjnych w Słońsku (KZ Sonnenburg) oraz na terenie zlikwidowanej stoczni Vulkan
Obozy koncentracyjne nie były jedynie domeną czasów II Wojny Światowej. Powstawały na terenie Niemiec już na początku objęcia władzy przez nazistów, poczynając od 1933 roku.
Pojawiający się w książce obóz na terenie stoczni Vulkan istniał w rzeczywiostości i faktycznie dopuszczano się tam tortur na "wrogach systemu", do których zaliczano zdelegalizowaną opozycję, Żydów i masonów. Formalnie jednak obóz ten stanowił filię aresztu mieszczącego się przy Prezydium Policji. Obóz służył lokalnym nazistom do "celów wychowawczych", a mieszkańcy miasta nazwali stosowane tam tortury "wulkanizacją" od nazwy stoczni.
Obóz został zlikwidowany w 1934 roku.
Kolejnym występującym w powieści obozem jest KZ Sonnenburg. W rzeczywistości jego komendantem nie był Hans Adrian, choć ten właśnie człowiek w randze SS-Scharfuhrera, był znany ze swego największego okrucieństwa wobec więźniów. Faktem jest też, że wśród więźniów KZ Sonnenburg był znany ówcześnie pacyfista Carl von Ossietzky, poźniejszy laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
W fabule powieści to właśnie częściowo dzięki niemu udało się pewnemu dziennikarzowi z BBC nagłośnić na całą Europę problem nazistowskich obozów... W jaki sposób? Można dowiedzieć się, czytając "Perłę"

Likwidacja loży masońskiej "Pod Trzma Cyrklami" przez nazistów
Oczywiście loża istniała naprawdę przy Am Logengarten (ul. Swarożyca). Miała wieloletnie tradycje, a jej istnienie nie było tajemnicą. Posiadała dość spory majątek w postaci nieruchomości na terenach obecnego Teatru Polskiego, który naziści w rzeczywistości zarekwirowali dużo wcześniej niż w mojej powieści, bo już w 1935 roku.
Przyjąłem w książce, że ta loża jak każda inna, dysponowała także sporym dorobkiem intelektualnym, być może także majątkiem ruchomym.
Czy udało się uratować choć część dorobku loży przed nazistami, a jeśli tak, to jakie były tego konsekwencje? W książce przyjąłem pewną hipotezę (zaznaczam fikcyjną) na ten temat...

Spalenie synagogi przy Grüne Schanze (ul. Dworcowa) w listopadzie 1938 roku.
Strażacy faktycznie nie gasili samej synagogi, a jedynie sąsiednie budynki. Dlaczego tak postępowali? Można się dowiedzieć czytając Perłę.

„Kryształowa Noc” - znana historyczna akcja nazistów, wymierzona przeciwko Żydom.
Wydarzenia z nią związane, działy się także w Stettinie, późnym wieczorem 9 listopada 1938 roku. Jeden z bohaterów książki miał wtedy wykonać swoje pierwsze zawodowe zlecenie...

To tyle z wydarzeń istotnych, również dla fabuły powieści. Pojawiały się też w książce, w różnych aspektach wydarzenia bez większego wpływu na akcję. Należy do nich choćby zwodowanie niemal w tym samym momencie w 1926 roku dwóch jednostek „Preussen” i „Hansestadt Danzig”. Pierwsza była zbudowana w stoczni Oderwerke, a druga w Vulkanie. Obie pochylnie były oddalone od siebie zaledwie o około 500 metrów.

Max Dreblow - fakty i fikcja

09-12-2009, 09:51:07

Pojawia się dużo pytań i wątpliwości dotyczących Maxa Dreblowa – przedwojennego fotografa, który stał się również jednym z głównych bohaterów mojej powieści. Jaki był mój cel powołania go do życia w powieści? Przecież mogłem wybrać na jego miejsce jakiegokolwiek fotografa o fikcyjnym nazwisku: Schmidt, Müller, Berger... Otóż odpowiedź jest oczywista: powołałem go jako bohatera książki aby oddać cześć jego pamięci. Aby czytelnik zastanowił się i dowiedział o istnieniu człowieka, który poświęcił swoje życie pasji fotograficznej, połączonej prawdopodobnie z miłością do swojego i naszego miasta. To właśnie dzięki temu człowiekowi Roman Czejarek mógł wydać niedawno swój album z wysokiej jakości, ciekawymi zdjęciami z przedwojennego Stettina. A dlaczego historia Maxa w mojej powieści różni się od rzeczywistej historii jego życia? Tak jak wyraźnie napisałem w przedsłowiu – pomimo, że książka przedstawia postaci, które żyły przed wojną w Stettinie, jej treść jest fikcją literacką. Nie potrafię zrozumieć więc dlaczego niektórzy krytycy oczekują dokładnych szczegółów i odwzorowań rzeczywistości w książce, która z założenia ma fikcyjną fabułę. Podkreślam więc (nie wiem który już raz to czynię), że moja ksiązka nie jest dokumentem, paradokumentem, podręcznikiem historii czy może, jak oczekuje tego chyba Pan Roman Czejarek – monografią o Maxie Dreblowie. Jest to fikcja literacka, pomimo niektórych postaci i wydarzeń rzeczywistych. Ma jedynie zainteresować czytelnika właśnie tymi postaciami i wydarzeniami sprzed lat ale nie odtwarzać ich dosłownie, czy odwzorowywać historycznie.
Chciałbym dla wyklarowania czytelnikowi, wyraźnie rozdzielić jakie elementy dotyczące osoby Maxa Dreblowa są rzeczywistością, a jakie pozostają fikcją literacką. Oto znane mi fakty dotyczące postaci Maxa Dreblowa:
Był naprawdę świetnym fotografem (jego zdjęcia wykonane ówczesnym sprzętem około 100 lat temu mają rewelacyjną jakość, nawet jak na współczesne standardy fotografii), żył na przełomie XIX i XX wieku (ur. 1869, zm. 1927), miał zakład fotograficzny i sklep z pocztówkami przy Bollwerk 2, w późniejszych latach życia utrzymywał się z fotografii i sprzedawał swoje fotografie w postaci pocztówek. Pasjonowały go szczególnie zdjęcia statków i okrętów. Swój zakład fotograficzny z niewiadomych przyczyn (byc może choroba) razem z dorobkiem sprzedał w 1925 roku innemu fotografowi Ernestowi Klettowi. Nie ma jak dotąd opublikowanego zdjęcia jego osoby, więc nie wiemy jak wyglądał.
Fikcja literacka: Sam fakt, że Dreblow występuje w książce w roku 1929 i umiera w 1934 jest oczywistą fikcją. W tych latach nie było go juz wśród żywych, nie miał także córki o imieniu Inga oraz wnuczki o imieniu Alex. Nie należał (a raczej nie wiadomo nic na ten temat) do loży masońskiej „Pod Trzema Cyrklami”. Nie wiadomo czy znał osobiście nadburmistrza Friedricha Ackermanna (choć mógł go znać), tak jak nie wiadomo czy jeździł naprawdę sportowym Stoewerem.
Na koniec chciałbym powiedzieć, że debata i krytyka mojej ksiązki w związku z pojawieniem się w niej postaci Maxa bardzo mnie cieszy. A to dlatego, że właśnie taki cel chciałem osiągnąć. Max Dreblow stał się obiektem zainteresowania czytelników mojej książki. Okazuje się człowiekiem ważnym dla historii naszego miasta. Życzę więc wszystkim zainteresowanym tą postacią powodzenia w poszukiwaniach prawdy o jego osobie, a i sam chętnie dowiedziałbym się więcej o jego życiu. Na razie jednak według mnie najlepszym źródłem prawdziwych informacji o Maxie jest nowy album Romka Czejarka pt. „Szczecin i okolice w obiektywie Maxa Dreblowa”.

Pierwsze oceny i recenzje

25-11-2009, 21:51:46

Otrzymuję w ostatnim czasie wiele recenzji i opinii o mojej pierwszej książce pt. „Perła Europy”. Za wszystkie (i te dobre i te krytyczne) chciałbym bardzo podziękować. Najbardziej cieszą mnie opinie (wyrażane na różnych portalach lub bezpośrednio do mnie drogą mailową), które choć zdecydowanie pochlebne, dają mi konkretne wskazówki - niedociągnięcia stylistyczne albo drobne błędy formalne. Zapewniam, że jeśli dziś mógłbym sam wprowadzić jeszcze poprawki do ksiązki, byłoby ich bardzo dużo:) Aczkolwiek wszystkie te konstruktywne uwagi i wskazania biorę poważnie pod uwagę, pisząc obecną książkę pt. „Perła Europy. Upadek”.
Pojawiły się również (choć w znacznej mniejszości) całkowicie krytyczne oceny mojej ksiązki. Ciekawostką jest fakt, że padają one głównie z ust ekspertów literatury i historyków. Dlatego też pragnę tutaj jeszcze raz zaznaczyć, że moja książka nie jest wielkim dziełem literackim (jeśli ktoś ma ochotę na literaturę przez duże „L” – polecam „Bambino” Ingi Iwasiów, również z tłem szczecińskim), nie jest również dokumentem, podręcznikiem historii, czy przewodnikiem. Ja sam nie mam aspiracji pisania książek dla elit. „Perła Europy” to po prostu dość niesamowita saga o zabarwieniu politycznym, a także sensacyjnym z ogólnym zacięciem historycznym, dotycząca okresu międzywojennego, a przede wszystkim ówczesnego miasta Szczecina. Wątki prawdziwe, które się w niej znalazły mają jedynie oddać elementy ówczesnego tła politycznego, społecznego i historycznego. Nie należy jednak brać ich zbyt dosłownie i oceniać pod kątem historycznym.
Chciałbym aby po „Perłę Europy” sięgnęli wszyscy ci czytelnicy, którzy oczekują od książki wciągającej fabuły, chcą poznać ciekawych bohaterów, żyjących w czasach nieco już odległych historycznie, a przy okazji poczuć tamten nastrój, obawy, przeżycia i tragedie. Zapewniam, że tacy czytelnicy znajdą satysfakcję z lektury. I od takich właśnie osób otrzymuję jak dotąd najbardziej pozytywne recenzje, za które jeszcze raz dziękuję.

Pierwsza powieść

20-10-2009, 18:52:11

Dużo czasu musiało upłynąć, zanim w swojej amatorskiej twórczości zdecydowałem się na napisanie pełnowartościowej powieści. Muszę przyznać, że jest to dość żmudny i pracochłonny proces. Wydaje mi się, że mają rację ci autorzy, którzy twierdzą, że pisanie powieści nie ma nic wspólnego z tzw. weną twórczą. Jest to po prostu ciężka codzienna praca, obarczona ryzykiem, że ostatecznie czytelnik jej nie zaakceptuje. Miotałem się z wieloma wątpliwościami podczas jej pisania i często ogarniało mnie prawdziwe zniechęcenie. Ciężkim okresem okazała się też korekta - czytając książkę w poszukiwaniu błędów po raz kolejy i kolejny, wydawało mi się coraz częściej, że trzeba poprawić jej treść, wartość merytoryczną, usunąć lub zmienić całe zdania, a nawet akapity... Ostatecznie jednak mój wydawca powiedział: Stop. I teraz książka jest już w druku. Czekam z niecierpliwością na pierwsze egzemplarze, a jeszcze bardziej i z większą obawą na pierwsze komentarze i recenzje.

1